
Szukałem aluminium, znalazłem złoto. Nothing Phone (4a) Pro - recenzja
Nothing to rzadki przykład producenta, któremu lepiej wychodzi poruszanie się po średniej półce cenowej niż segmencie premium.
Flagowy Nothing Phone (3) z ubiegłego roku był dla mnie lekkim rozczarowaniem, bo ani nie był wystarczająco dopieszczony, by równać się z najlepszymi smartfonami na rynku, ani wystarczająco tani, by mówić o dobrym stosunku jakości do ceny.
Nothing Phone (4a) Pro to zupełnie inna historia. Ten telefon docelowo ma kosztować 2099 zł, a w ramach promocji startowej można go wyrwać za 1899 zł. I w tym przypadku stosunek ceny do jakości jest po prostu fantastyczny.
Nothing Phone (4a) Pro zachwyca zresztą nie tylko w kontekście ceny, bo ma kilka unikatowych cech na tle całego rynku smartfonów. Na czele z designem.
Nothing Phone (4a) Pro daje poczucie korzystania z flagowca
Ramę i większą część plecków Nothing Phone’a (4a) Pro wykonano z jednego kawałka aluminium, który - w przeciwieństwie do iPhone’a 17 Pro - nie ma szklanego okna na tylnym panelu. W dłoni czuć więc wyłącznie przyjemny chłód metalu, co jest miłą odskocznią od metalowo-szklanych kanapek, które zdominowały rynek. Zresztą w tej klasie cenowej nawet to nie jest standardem, bo wielu producentów zadowala się tworzywem sztucznym.
Osobiście tęsknię za metalowymi smartfonami, więc z Nothing Phone’a (4a) Pro korzysta mi się fantastycznie. Chodzi zresztą nie tylko o przyjemność trzymania w dłoni bloku metalu, ale i komfort psychiczny, bo aluminium jest po prostu praktyczne. Obudowa sprawia wrażenie solidnej, nie rysuje się od patrzenia, a po ewentualnym upadku nie rozbije się w drobny mak.
Nothing Phone (4a) Pro sprawia wrażenie telefonu za 6000+ zł, co jest potęgowane przez dużą wyspę aparatów, kojarzącą się raczej z segmentem premium. Powiększenie wyspy ma przy tym uzasadnienie, bo została ona niemal w całości zagospodarowana przez potrójny aparat i dodatkowy ekran, o którym więcej za moment. A że wyspa jest przezroczysta, to Phone’a (4a) Pro nie da się pomylić z jakimkolwiek innym smartfonem.
Wygląd? Choć Nothing Phone (4a) Pro deklasuje podstawowy wariant jakością wykonania, to jednak wizualnie bardziej podoba mi się przezroczysty Nothing Phone (4a). Zwłaszcza że w wariancie Pro zabrakło mi ostatecznych szlifów, bo estetów razić może choćby to, że zakrzywienie rogów wyspy aparatów nie zostało zrównane z zaokrągleniem obudowy.

Ekran otoczony jest symetrycznymi i relatywnie małymi ramkami, co wielu producentów wciąż rezerwuje jedynie dla swoich najdroższych smartfonów. Wyświetlacz sam w sobie jest przy tym bardzo dobrej jakości, a flagowcom ustępuje w zasadzie tylko brakiem matrycy LTPO i optycznym czytnikiem linii papilarnych zamiast ultradźwiękowego, ale widywałem znacznie droższe smartfony ze słabszymi panelami. Jedynie wbudowane głośniki są raptem w porządku, bo grają głośno i czysto, ale z mocno wysuniętymi średnimi tonami.
W ogólnym rozrachunku Nothing Phone (4a) Pro stanowi designerską perełkę, a poczucie premium jest utrzymywane także podczas korzystania z telefonu z uwagi na bardzo dobre wibracje i wysoką płynność działania.
Co prawda testy syntetyczne wykazują, że Nothing Phone (4a) Pro ze swoim Snapdragonem 7 Gen 4 jest o ponad połowę mniej wydajny niż flagowce ze Snapdragonem 8 Elite Gen 5, ale przez większość czasu tego nie czuć, bo oprogramowanie działa ponadprzeciętnie żwawo. Dopiero podczas grania w gry czy eksportowania zdjęć i filmów czuć, że nie jest to najszybszy smartfon na świecie, ale myślę, że dla większości osób wydajność będzie więcej niż satysfakcjonująca.
Tutaj porównanie benchmarków Nothing Phone’a (4a) Pro z podstawowym modelem:












| Nothing Phone (4a) Pro | Nothing Phone (4a) | |
| Ekran | 6,83 cala, AMOLED 144 Hz, 2800 x 1260 (450 ppi), jasność do 1600 nitów | 6,78 cala, AMOLED 120 Hz, 2720 x 1224 (440 ppi), jasność do 1600 nitów |
| Czip | Snapdragon 7 Gen 4, 4 nm | Snapdragon 7s Gen 4, 4 nm |
| Pamięć RAM | 8 lub 12 GB, LPDDR5X | 8 lub 12 GB, LPDDR4X |
| Pamięć na dane | 128 lub 256 GB, UFS 3.1 | 128 lub 256 GB, UFS 3.1 |
| Aparat główny | 50 Mpix (1/1,56 cala), f/1,88, optyczna stabilizacja obrazu | 50 Mpix (1/1,57 cala), f/1,88, optyczna stabilizacja obrazu |
| Aparat UW | 8 Mpix (1/4 cala), ultraszerokokątny, f/2,2 | 8 Mpix (1/4 cala), ultraszerokokątny, f/2,2 |
| Aparat tele | 50 Mpix (1/2,75 cala), peryskopowy 3,5x, f/2,88 | 50 Mpix (1/2,75 cala), peryskopowy 3,5x, f/2,88 |
| Aparat przedni | 32 Mpix, f/2,2 | 32 Mpix, f/2,2 |
| eSIM | tak | nie |
| Łączność | 5G, Wi-Fi 6, Bluetooth 5.4, NFC | 5G, Wi-Fi 6, Bluetooth 5.4, NFC |
| Czytnik linii papilarnych | w ekranie, optyczny | w ekranie, optyczny |
| Bateria | 5080 mAh, ładowanie 50 W | 5080 mAh, ładowanie 50 W |
| Wymiary | 163,66 x 76,62 x 7,95 mm | 163,95 x 77,57 x 8,55 mm |
| Waga | 210 g | 205 g |
| Odporność | IP65, Gorilla Glass 7i na ekranie | IP64, Gorilla Glass 7i na ekranie |
| Android | 16, Nothing OS 4.1, 3 duże aktualizacje, 6 lat łatek bezpieczeństwa | 16, Nothing OS 4.1, 3 duże aktualizacje, 6 lat łatek bezpieczeństwa |
W Nothing Phonie (4a) Pro dodatkowy ekran robi (małą) różnicę
Nothing Phone (4a) Pro odziedziczył po flagowym modelu Phone (3) okrągły ekran Glyph Matrix, umieszczony na tylnym panelu. W nowym telefonie ma on niższą rozdzielczość, ale jest za to sporo większy.
W przypadku Nothing Phone’a (3) nie byłem fanem tego rozwiązania, bo uważałem je za wizualny regres względem efekciarskich pasków LED, którymi nafaszerowane były obudowy poprzedników. Smartfony z linii (a) tych pasków i tak miały jednak mało, więc zastąpienie ich ekranem nie wpłynęło negatywnie na design, a za to poprawiło funkcjonalność.
Dodatkowy ekran Nothing Phone’a (4a) Pro ma kilka zastosowań.
- Powiadomienia Live Updates. Możliwość wizualnego śledzenia w czasie rzeczywistym postępów w aplikacjach takich jak Uber, Kalendarz Google, Zomato, Just Eat czy Mapy Google.
- Sygnalizacja świetlna. Ekran może wyświetlać unikalne ikony i animacje dla powiadomień przypisanych do różnych kontaktów i aplikacji.
- Minutnik. Wizualne odliczanie ustawionego czasu.
- Wskaźnik głośności. Wyświetlanie aktualnego poziomu głośności multimediów.
- Latarka. Wykorzystanie diod mini-LED jako większego i równomiernego źródła światła.
- Flip to Glyph. Po odłożeniu telefonu ekranem do dołu, urządzenie przełącza się na komunikację wyłącznie za pomocą interfejsu świetlnego.
- Wskaźnik NFC. Wizualne potwierdzenie użycia modułu NFC.
- Odliczanie aparatu. Wizualny samowyzwalacz informujący fotografowane osoby o momencie zrobienia zdjęcia.
- Lustro. Podczas robienia zdjęcia można wyświetlić na tylnym ekranie uproszczony podgląd z aparatu głównego, co ułatwia robienie selfie.
- Widżety. Na ekranie przez cały czas mogą być wyświetlone proste widżety np. z zegarem.
Moją ulubioną funkcją jest podgląd z aparatu. Co prawda ekran jest monochromatyczny i ma bardzo niską rozdzielczość, ale zazwyczaj wystarcza, by wycentrować twarz podczas robienia sobie selfie aparatem głównym. Poniższą fotkę zrobiłem korzystając z wbudowanego teleobiektywu 3,5x, a przy takim zoomie ciężko byłoby złapać odpowiedni kadr na ślepo.
Pozostałe funkcje mogą być przydatne, gdy ktoś lubi odkładać telefon ekranem do dołu, ale ja raczej i tak wolę rzucić okiem na pełne powiadomienia i aplikacje na wyświetlaczu głównym niż żonglować rozpikselowanymi widżetami i bawić się w rozszyfrowywanie prymitywnych animacji.
Dla mnie Glyph Matrix nie jest czymś, za czym będę tęsknił po zakończeniu testów, ale sporadycznie można z niego zrobić użytek. No i nie czuję, że dodatkowy ekran jakoś ekstremalnie wywindował cenę, bo i bez niego Nothing Phone (4a) Pro byłby bardzo solidnie wyposażony jak na swoją klasę.
Nothing OS 4.1 daje się lubić
Nothing ma specyficzne podejście do rozwoju software’u, odbiegające od tego, do czego zdążyły już przyzwyczaić klientów takie marki jak Samsung, Xiaomi, OPPO czy vivo. Większość producentów stara się zapchać swoje nakładki toną aplikacji i funkcji z nadzieją, że któraś zaskoczy i okaże się przydatna. Podejście Nothing przypomina raczej strzelanie ze snajperki, bo autorskich rozwiązań jest relatywnie mało, ale z reguły są one bardzo pomysłowe i praktyczne.
Sztandarową nowością w serii (4a) jest funkcja Playground, która pozwala na tworzenie prostych widżetów Essential Apps za pomocą słownych opisów i dzielenie się nimi ze społecznością. Idea jest taka, że jeśli potrzebujesz widżetu odmierzającego czas do kolejnych rozgrywek F1 lub wyświetlającego aktualną cenę Bitcoina, to wpisujesz polecenie do chatbota, a AI generuje apkę.
Na razie funkcja ta znajduje się w fazie beta, a generowanie własnych apek wymaga wcześniejszego odczekania w wirtualnej kolejce. Ja do czasu publikacji recenzji nie zdążyłem się załapać, więc póki co mogłem korzystać jedynie z widżetów stworzonych przez innych. Czuć tu potencjał do realizacji niszowych pomysłów, więc wkrótce z pewnością przyjrzę się tej funkcji bliżej w osobnym materiale.
Bardzo fajną funkcją jest także Essential Space, którą opisałem już na przykładzie ubiegłorocznej serii (3a). Przypomnę, że smartfon ma na krawędzi dodatkowy przycisk do obsługi AI:
- jedno kliknięcie – zrzut ekranu z automatycznym podsumowaniem treści;
- przytrzymanie – nagranie notatki głosowej, która jest transkrybowana i streszczana przez sztuczną inteligencję;
- podwójne kliknięcie – szybki dostęp do Essential Space, gdzie gromadzone są notatki i screenshoty.
Funkcja ta obsługuje język polski i naprawdę ułatwia zarządzanie zrzutami ekranu i notatkami głosowymi, choć istnieją limity. Miesięcznie można przetworzyć 300 minut nagrań.
Nothing OS daje poczucie obcowania z oprogramowaniem, za którym stoi zespół z niewielkim budżetem, ale wysokimi kompetencjami i dobrymi pomysłami. Na każdym kroku można natknąć się na praktyczne drobnostki, jak to, że pasek regulacji jasności w menu szybkich ustawień znajduje się w zasięgu kciuka, a tapetę na ekranie głównym można rozmyć, by ikony były czytelniejsze. Takich usprawnień brakuje mi w czystym Androidzie.
Nothing OS stoi więc w rozkroku między bardzo ascetycznym i momentami wybrakowanym oprogramowaniem marek amerykańskich, a przeładowanymi interfejsami producentów z Azji. Nie jest to moja ulubiona nakładka na Androida, ale używam jej bez bólu.
Szkoda tylko, że okres wsparcia nie jest wyśrubowany, bo Nothing deklaruje 3 aktualizacje Androida i dostarczanie łatek bezpieczeństwa przez 6 lat. Jeśli ktoś nie planuje spędzić z jednym telefonem połowy dekady, to pewnie tyle mu wystarczy, ale wielu producentów obiecuje dziś 5, 6 lub nawet 7 dużych aktualizacji.
Nothing Phone (4a) Pro ma wszechstronny aparat o przeciętnej jakości zdjęć
Nothing Phone (4a) Pro ma na tylnym panelu:
- aparat 50 Mpix (1/1,56 cala) z przysłoną f/1,88 i optyczną stabilizacją obrazu;
- aparat 8 Mpix (1/4 cala) z obiektywem ultraszerokokątnym f/2,2;
- 50 Mpix (1/2,75 cala) z teleobiektywem 3,5x i przysłoną f/2,88.
Jak na ~2000 zł jest to naprawdę solidne wyposażenie, bo w tej klasie cenowej większość smartfonów w ogóle nie ma teleobiektywu. Zresztą nie tylko tej, bo taki iPhone 17 jest niemal dwa razy droższy, a ma tylko dwa aparaty.
Jeśli chodzi o samą jakość zdjęć, jest OK, ale nie jest to najwyższa możliwa półka. Oprogramowanie miewa lekkie problemy z wiernym odwzorowaniem kolorów i zachowaniem spójności barwowej z różnych obiektywów. Bliższe oględziny uwidaczniają także nienajniższe zaszumienie, choć raczej może ono doskwierać jedynie podczas kadrowania lub oglądania zdjęć na dużym ekranie. Zdjęcia z Nothing Phone’a (4a) Pro są także ponadprzeciętnie kontrastowe, co mi akurat się podoba, ale odbiega od dzisiejszych standardów, bo wielu producentów optymalizuje dziś oprogramowanie pod kątem agresywnego rozjaśniania cieni.
A czy warto wybrać Nothing Phone’a (4a) Pro zamiast podstawowego modelu dla aparatu? To zależy. Na papierze oba telefony mają podobny zestaw kamer, ale podczas testów odnotowałem dwie dość nieoczywiste różnice.
Po pierwsze - zoom. Choć (4a) i (4a) Pro mają aparat 50 Mpix z teleobiektywem 3,5x, to w droższym modelu algorytmy wyostrzające i dorabiające szczegóły są znacznie bardziej agresywne. Być może wynika to z obecności sporo wydajniejszego czipa z lepszym przetwornikiem obrazu.
Nothing Phone 4a Pro (po lewej) i Nothing Phone (4a) - zoom 1x
Nothing Phone 4a Pro (po lewej) i Nothing Phone (4a) - zoom 3,5x
Nothing Phone 4a Pro (po lewej) i Nothing Phone (4a) - zoom 7x
Nothing Phone 4a Pro (po lewej) i Nothing Phone (4a) - zoom 70x
Po drugie - tryb portretowy. Nothing Phone (4a) Pro dużo lepiej radzi sobie z rozmywaniem tła za obiektami innymi niż ludzie, co również może być zasługą lepszego procesora, który lepiej radzi sobie z separacją planów.
Nothing Phone 4a Pro (po lewej) i Nothing Phone 4a (po prawej) - tryb portretowy
Choć więc różnice w specyfikacji na to nie wskazują, to aparat Nothing Phone’a (4a) Pro działa nieco lepiej. Ale raczej nie na tyle, by dopłacać 500 zł wyłącznie dla jakości zdjęć.
Bateria Nothing Phone’a (4a) Pro została potraktowana po macoszemu
Nothing Phone (4a) Pro ma akumulator 5080 mAh, co w zasadzie stanowi dziś absolutne minimum jak na telefon tej wielkości. Konkurencyjny Pixel 10a ma nieco większą baterię mimo znacznie mniejszego wyświetlacza. O chińskich smartfonach z ogniwami krzemowo-węglowymi nie ma co już nawet wspominać, bo te z łatwością przekraczają 6000 czy nawet 7000 mAh.
Snapdragon 7 Gen 4 jest dość łaskawy dla baterii i nie ma tendencji do przegrzewania się, więc nie jest tak, że mając w kieszeni Nothing Phone’a (4a) Pro trzeba się co chwilę rozglądać za ładowarką, ale nie trzeba się specjalnie starać, by znaleźć telefon, który pracuje dłużej.
Ładowanie 50 W również nie ociera się o rekord, bo Nothing Phone (4a) Pro potrzebuje na napełnienie akumulatora ok. 65 minut. Brakuje także ładowania indukcyjnego, choć w tym konkretnym przypadku jest to uzasadnione obecnością metalowej obudowy.
Czy warto kupić Nothing Phone’a (4a) Pro?
Efektem ubocznym zawodowego testowania smartfonów jest to, że z czasem urządzenia za mniej niż 6000 zł przestają robić wrażenie. Większość producentów całą parę ładuje bowiem w segment premium, a modele ze średniej półki to z reguły przede wszystkim zlepek tańszych podzespołów.
Nothing Phone (4a) Pro to pod tym względem złoto, nie smartfon, bo został od podstaw zbudowany na unikatowych pomysłach, a nie na kompromisach. Wygląda jak milion dolarów, jest bardzo przyjemny w użytkowaniu, a i jego dodatkowy ekran przynajmniej jest próbą wniesienia czegoś świeżego na ten skostniały rynek.
Trzeba mieć jednak na uwadze, że nie jest to smartfon dla absolutnie każdego, bo to sprzęt dość mocno geekowski. Jeśli jesteś entuzjastą technologii i szanujesz swoje pieniądze, to to naprawdę fantastyczna opcja, ale mojej babci bym Nothing Phone'a (4a) Pro nie polecił.
A czy lepiej kupić Nothing Phone’a (4a) Pro zamiast podstawowego Nothing Phone’a (4a)? W mojej ocenie tutaj nie ma złego wyboru, bo oba te telefony są warte swoich cen.
Warto kupić, jeśli:
- jesteś geekiem;
- lubisz sprzęt, który wyróżnia się z tłumu;
- szukasz smartfonu o ponadprzeciętnie dobrym stosunku jakości do ceny;
- zależy ci na teleobiektywie;
- tęsknisz za metalowymi smartfonami.
Nie warto, jeśli:
- jakość zdjęć i filmów jest dla ciebie ważniejsza niż wszechstronność aparatu;
- zależy ci na jak najlepszej baterii;
- chcesz otrzymywać aktualizacje Androida przez długie lata.
Produkt do przeprowadzenia testu został użyczony przez firmę Nothing. Firma użyczająca nie miała wpływu na treść ani wyglądu w nią przed publikacją. Jest to niezależna recenzja dziennikarska.


















































































Komentarze
0Nie dodano jeszcze komentarzy. Bądź pierwszy!